3. Na podstawie poniższych fragmentów „Jądra ciemności” J. Conrada odpowiedz na pytania.
a) Jak ukazani zostali mieszkańcy Afryki?
„Sześciu czarnych mężczyzna zbliżało się rzędem […]. Mógłbym im policzyć wszystkie żebra, a stawy ich kończyn wyglądały jak węzły sznura. Każdy z nich miał na szyi żelazną obrożę, a wszyscy byli połączeni łańcuchem, którego pęta kołysały się między nimi […] Minęli mnie […] bez jednego spojrzenia, z zupełną przedśmiertną obojętnością udręczonego dzikusa. Za tą żywą ludzką masą podążał ze znudzeniem jeden z nawróconych – twór nowych działających tu sił – niosący w ręku strzelbę.”
„Nareszcie stanąłem pod drzewami. Zamierzałem pospacerować chwilę w cieniu, ale gdy tylko mnie ogarnął, wydało mi się, że wstąpiłem w posępny krąg piekieł. […]
Między drzewami kucały, leżały, siedziały czarne kształty, opierając się o pnie, trzymając się ziemi, na poły przesłonięte, na poły wynurzające się z półmroku, we wszystkich stadiach cierpienia, porzucenia i rozpaczy. […] Trafiłem w miejsce, w którym czeladnicy zbierali się, by umrzeć.
Konali powoli – to rzecz oczywista. […] w tamtej chwili nie mieli żadnej ziemskiej powłoki, nic prócz czarnego cienia choroby i głodu, leżącego niezrozumiale w zielonkawym mroku. […] pozwalano im odpełznąć i spocząć. Te dogorywające kształty były wolne jak powietrze – i niemal tak samo przejrzyste.”
b) Jak ukazana została afrykańska przyroda?
„Byliśmy wędrowcami po prehistorycznej ziemi – ziemi, która miała w sobie coś z nieznanej planety. Mogliśmy wyobrazić sobie, że jesteśmy pierwszymi ludźmi biorącymi w posiadanie przeklęte dziedzictwo, które trzeba podbić kosztem niewypowiedzianej udręki i ogromnego wysiłku.”
„W nozdrzach miałem zapach mułu, pierwotnego, na Jowisza!, mułu, a przed moimi oczyma stał nieruchomy ogrom dziewiczego lasu. Czarny nurt skrzył się srebrzyście. Księżyc oprószył wszystko cieniutką warstewką srebra – wybujałą trawę, błoto, ścianę splątanej roślinności wyższą od murów katedry, wreszcie samą wielką rzekę oglądaną przeze mnie w smętnej przecince, lśniącą, lśniącą i rozlewającą bezszelestnie szerokie wody. Wszystko to było wielkie, wyczekujące, nieme.”
„Rejs w górę rzeki był jak podróż w czasie do prapoczątków świata, kiedy całą ziemią władała roślinność, a monarchami były drzewa. Pusta rzeka, wielka cisza, nieprzebyty las. […] Długie odcinki wodnego szlaku biegły opustoszałe ku mrokom kryjących się w cieniu przestrzeni. […] przeszłość wracała na kształt męczących i zgiełkliwych koszmarów, wspominanych z niepokojem pośród przygniatającej rzeczywistości obcego świata roślin i wody, i ciszy. Ten bezruch życia w najmniejszym stopniu nie dawał wszakże wytchnienia. Był to bezruch nieprzejednanej potęgi medytującej nad własnymi niepojętymi zamiarami. Spozierającej mściwie na człowieka.”