👤

chce zrozumiec
LEkture "Katarynka" .


Odpowiedź :

Odpowiedź:

Na początku noweli poznajemy Pana Tomasza, który idzie ulicą Miodową. Dowiadujemy się, że mężczyzna codziennie, około południa, przemierza tę samą trasę — od placu Krasińskich do ulicy Senatorskiej. Robi to już od trzydziestu lat. Narrator opisuje bohatera jako dobrze ubranego, życzliwego, starszego pana, który ma w zwyczaju obserwować i podziwiać piękne kobiety.

REKLAMA

W dalszej części narrator opisuje młodość pana Tomasza. Mężczyzna najpierw pracował jako obrońca w sądzie, a później jako mecenas. Chociaż spotykał się z wieloma dziewczętami i wielokrotnie był swatany, nigdy nie miał czasu na to, aby się oświadczyć. Kiedy na jego wąsach pojawiły się pierwsze siwe kosmyki, pomyślał, że czas najwyższy się ożenić. Kupił nawet duże mieszkanie i urządził je ze smakiem, ponieważ był znawcą i wielbicielem sztuki. Kiedy nie znalazł odpowiedniej kandydatki na żonę, stworzył w swoim mieszkaniu galerię sztuk pięknych, gdzie odbywały się także koncerty, na które chętnie przybywały młode damy. Mężczyzna pogodził się, że z tym, że pozostanie samotny. Z czasem zamknął praktykę adwokacką. Został stałym bywalcem teatrów, galerii sztuki i koncertów.

Chociaż Pan Tomasz był człowiekiem tolerancyjnym i pobłażliwym, miał jedno dziwactwo. Nienawidził katarynek i kataryniarzy. Katarynkę nazwał “narzędziem rozboju”, a kataryniarzy — rabusiami. Doszło do tego, że płacił stróżowi, o imieniu Kazimierz, dziesięć złotych na miesiąc, żeby ten nigdy nie wpuszczał na podwórze kataryniarzy. Dzięki temu poleceniu mężczyzna wiódł spokojne życie, które spędzał na czytaniu książek i paleniu fajki.

Wszystko zmieniło się, gdy do skromnego mieszkania po drugiej stronie, sprowadziły się dwie kobiety z dzieckiem — około ośmioletnią dziewczynką. Młodsza i ładniejsza kobieta była jej matką. Obie kobiety zarabiały na życie szyciem, a także wyrabianiem pończoch i kaftaników. Dzięki temu, że okna były cały czas otwarte, Pan Tomasz mógł obserwować nowe sąsiadki. Szwaczki były o wiele biedniejsze od mecenasa, co można było ocenić po skromnym wyposażeniu mieszkania. Starsze lokatorki pracowały cały czas, a dziewczynka siedziała przy oknie. Miała ciemne włosy i bladą twarz, ale mimo wszystko była ładna. Jej jedyną rozrywką było powolne ubieranie i rozbieranie lalki albo układanie bukieciku, który dostała od mamy. Dziecko jednak prawie wcale się nie poruszało. Pan Tomasz nie mógł zrozumieć, dlaczego ośmiolatka nie śpiewa ani nie biega po pokoju, jak każde dziecko w jej wieku. Mecenas nawet trochę się zdenerwował, kiedy dziewczynka poskarżyła się matce, że w ich domu jest smutno. Starszemu Panu nie mieściło się to w głowie, ponieważ Pan Tomasz miał tu zawsze dobry humor.

Pewnego dnia, około godziny szesnastej, kiedy słońce świeciło wyjątkowo mocno, Pan Tomasz zauważył swoją małą sąsiadkę, która spoglądała w niebo, prosto w rozżarzone słońce. Mecenas zrozumiał, że dziewczynka jest niewidoma, inaczej słońce raziłoby ją w oczy. Dalej dowiadujemy się, że dziewczyna oślepła, kiedy miała sześć lat, w wyniku gorączki. Chociaż dziewczynka, z czasem, odzyskała siły, wzrok nie wrócił. Początkową nadzieję, zastąpiły żal i rozczarowanie. Od tego momentu dziecko poznawało świat, dotykając różnych przedmiotów, a pamięć wzrokowa się zacierała. Za to inne zmysły (słuch, dotyk) zaczęły się wyostrzać. Kiedy niewidoma ośmiolatka z mamą i jej towarzyszką przeprowadziły się do nowego domu, dziewczynce trudno było się odnaleźć w nieznanej przestrzeni, dlatego nie wychodziła. Dziecko stało się smutne i coraz słabsze. Pan Tomasz zastanawiał się jak mu pomóc

Wyjaśnienie:

Odpowiedź:

Na początku noweli poznajemy Pana Tomasza, który idzie ulicą Miodową. Dowiadujemy się, że mężczyzna codziennie, około południa, przemierza tę samą trasę — od placu Krasińskich do ulicy Senatorskiej. Robi to już od trzydziestu lat. Narrator opisuje bohatera jako dobrze ubranego, życzliwego, starszego pana, który ma w zwyczaju obserwować i podziwiać piękne kobiety. W dalszej części narrator opisuje młodość pana Tomasza. Mężczyzna najpierw pracował jako obrońca w sądzie, a później jako mecenas. Chociaż spotykał się z wieloma dziewczętami i wielokrotnie był swatany, nigdy nie miał czasu na to, aby się oświadczyć. Kiedy na jego wąsach pojawiły się pierwsze siwe kosmyki, pomyślał, że czas najwyższy się ożenić. Kupił nawet duże mieszkanie i urządził je ze smakiem, ponieważ był znawcą i wielbicielem sztuki. Kiedy nie znalazł odpowiedniej kandydatki na żonę, stworzył w swoim mieszkaniu galerię sztuk pięknych, gdzie odbywały się także koncerty, na które chętnie przybywały młode damy. Mężczyzna pogodził się, że z tym, że pozostanie samotny. Z czasem zamknął praktykę adwokacką. Został stałym bywalcem teatrów, galerii sztuki i koncertów.

Chociaż Pan Tomasz był człowiekiem tolerancyjnym i pobłażliwym, miał jedno dziwactwo. Nienawidził katarynek i kataryniarzy. Katarynkę nazwał “narzędziem rozboju”, a kataryniarzy — rabusiami. Doszło do tego, że płacił stróżowi, o imieniu Kazimierz, dziesięć złotych na miesiąc, żeby ten nigdy nie wpuszczał na podwórze kataryniarzy. Dzięki temu poleceniu mężczyzna wiódł spokojne życie, które spędzał na czytaniu książek i paleniu fajki.

Wszystko zmieniło się, gdy do skromnego mieszkania po drugiej stronie, sprowadziły się dwie kobiety z dzieckiem — około ośmioletnią dziewczynką. Młodsza i ładniejsza kobieta była jej matką. Obie kobiety zarabiały na życie szyciem, a także wyrabianiem pończoch i kaftaników. Dzięki temu, że okna były cały czas otwarte, Pan Tomasz mógł obserwować nowe sąsiadki. Szwaczki były o wiele biedniejsze od mecenasa, co można było ocenić po skromnym wyposażeniu mieszkania. Starsze lokatorki pracowały cały czas, a dziewczynka siedziała przy oknie. Miała ciemne włosy i bladą twarz, ale mimo wszystko była ładna. Jej jedyną rozrywką było powolne ubieranie i rozbieranie lalki albo układanie bukieciku, który dostała od mamy. Dziecko jednak prawie wcale się nie poruszało. Pan Tomasz nie mógł zrozumieć, dlaczego ośmiolatka nie śpiewa ani nie biega po pokoju, jak każde dziecko w jej wieku. Mecenas nawet trochę się zdenerwował, kiedy dziewczynka poskarżyła się matce, że w ich domu jest smutno. Starszemu Panu nie mieściło się to w głowie, ponieważ Pan Tomasz miał tu zawsze dobry humor.

Pewnego dnia, około godziny szesnastej, kiedy słońce świeciło wyjątkowo mocno, Pan Tomasz zauważył swoją małą sąsiadkę, która spoglądała w niebo, prosto w rozżarzone słońce. Mecenas zrozumiał, że dziewczynka jest niewidoma, inaczej słońce raziłoby ją w oczy. Dalej dowiadujemy się, że dziewczyna oślepła, kiedy miała sześć lat, w wyniku gorączki. Chociaż dziewczynka, z czasem, odzyskała siły, wzrok nie wrócił. Początkową nadzieję, zastąpiły żal i rozczarowanie. Od tego momentu dziecko poznawało świat, dotykając różnych przedmiotów, a pamięć wzrokowa się zacierała. Za to inne zmysły (słuch, dotyk) zaczęły się wyostrzać. Kiedy niewidoma ośmiolatka z mamą i jej towarzyszką przeprowadziły się do nowego domu, dziewczynce trudno było się odnaleźć w nieznanej przestrzeni, dlatego nie wychodziła. Dziecko stało się smutne i coraz słabsze. Pan Tomasz zastanawiał się jak mu pomóc.

Pewnego dnia, kiedy mecenas siedział nad aktami sprawy, które przeglądał na prośbę znajomego adwokata, usłyszał dźwięki katarynki. Nie była to katarynka włoska, ale zepsuty instrument, na którym ktoś fałszował. Pan Tomasz nie mógł tego znieść. Zamierzał zwyzywać i przegonić kataryniarza, ale coś go powstrzymało. Usłyszał dziecięcy głos. Zobaczył, że niewidoma dziewczynka tańczy, klaszcząc w dłonie, a na jej rumianych policzkach pojawił się uśmiech. Dziecko płakało z radości. Dźwięki, które mecenasowi wydawały się fałszywe, dla niewidomej ośmiolatki były najpiękniejszą muzyką. Na dodatek, kataryniarz, widząc radość dziecka, zaczął rytmicznie pogwizdywać i tupać. Kiedy Pan Tomasz obserwował tę scenę, do gabinetu wszedł lokaj z nowym stróżem. Służący miał pretensję do stróża, że wpuścił kataryniarza. Tłumaczył, że pracownik przyjechał ze wsi dopiero tydzień temu i nie zna jeszcze tutejszych zasad. Lokaj spodziewał się, że mecenas ukarze stróża, tym bardziej że kataryniarz grał już trzeci utwór. Tymczasem nieco blady mecenas, zapytał stróża, jak ma na imię. Stróż odpowiedział, że ma na imię Paweł. Ku wielkiemu zdziwieniu lokaja, Pan Tomasz oświadczył, że będzie płacić Pawłowi dziesięć złotych na miesiąc za to, żeby codziennie wpuszczał kataryniarzy na podwórze. Zarówno lokaj, jak i stróż stwierdzili, że Pan Tomasz oszalał. Mecenas nic sobie z tego nie robił. Na dodatek, rzucił kataryniarzowi dziesięć złotych. Wziął kalendarz, poszukał w nim najlepszych okulistów i zapisał na kartce ich adresy. Kataryniarz za sowitą zapłatę grał głośno, przytupując wesoło. Pana Tomasza nadal irytowały te dźwięki, dlatego wyszedł, stwierdzając, że już dawno powinien zająć się niewidomą dziewczynką.