👤

napisz opowiadanie o skarbie babci lusi

Odpowiedź :

Dawno, dawno milion lat temu...

A]  Pewnego pięknego poranka babcia Lusia jak zawsze szła na spacer po plaży. Zawsze widziała coś, co ją ciekawiło i zaskakiwało. Tego dnia gdy babcia chodziła sobie po piasku, woda, aż jej do kolan przypłynęła. Starsza pani usiadła na jednym z kamieni, co zwykle są przy domkach. Patrzyła na wschodzące słońce.

A]  Wtem, zobaczyła butelkę. Zasmuciła się, bo myślała, że to zwykła butelka, która zanieczyszcza jej ulubioną plaże. Przypatrzyła jej się bliżej i zrozumiała, że tam w niej coś jest. Zeskoczyła z kamienia i pociągła delikatnie korek. Był w tej butelce jakiś list. Wyciągnęła go, poszła na kamień i go przeczytała. Niestety nie doczytał się nic bo wszystko było rozmazane, jakby tak, specjalnie ktoś to umazał, aby babcia nie mogła się doczytać. Na drugiej stronie była jakaś mapa. Zrozumiała wtedy, że ta butla było skierowana wprost do niej. Wiedziała jednak, że to jakiś żart, ale chciała pobawić się w "dziecko", które poszukuje skarbu. Zauważyła też, że jej dom oznaczony został kółkiem. Pomyślała, że to pierwszy trop. Na piecu zauważyła jakąś kartkę z napisem na wierzchu "Trop". Otworzyła ten trop i go przeczytała.

"Dzień dobry babciu Lusiu, widzę, że odnalazłaś już pierwszy trop. Pomogę Ci znaleźć drugi w wersji wierszu.

Gdzie skały jak kamyki,

Gdzie morze jak przeszkoda,

Tam dzieci są wybryki,

I trochę jest ich szkoda,

daleko za górami,

nie tak wysokimi,

chodziłaś razem z nami,

Pytanie:

Czy zadajesz się z nimi?

Musisz tylko się dowiedzieć o co w tym wierszu chodzi, a na pewno znajdziesz trop..."

Babcia Lusia była i szczęśliwa, i zaskoczona.

- "Gdzie skały jak kamyki"... - myślała babcia - To przecież na budowie! Ostatnio coś słyszałam coś, że morze przeszkadza... dobra ruszamy!

Babcia zagwizdała do swojego psiaka - Fafika. On od razu merdał ogonem i ruszył za babcią. Babcia po kilka minutach wyruszyła na budowę. Nikogo jeszcze tam nie było, ponieważ było wcześnie.

- "Tam dzieci są wybryki"... o co w tym chodzi...

Nagle zza krzaków wyłoniły się dzieci, ok. 5-6 lat. Biegały i wspinały się po budowie.

- Nie skakać po tym wy małe rozrabiaki! - krzyknęła do nich ich mama. - Co za dzieci, od rana hałasują...

- Wiem co pani czuje, sama tak miałam, ale odkąd moja córka z jej synkiem się wyprowadziły, to trochę czuję się samotna... - powiedziała smutnym głosem babcia Lusia.

- Może wpadnie pani na ciasto? - spytała mama dzieci, sąsiadka babci Lusi.

- Bardzo chętnie, ale szukam skarbu - uśmiechnęła się babcia.

- To powodzenia życzę! - dopingowała sąsiadka.

Babcia Lusia patrząc ciągle na wiersz uświadomiła sobie, że pani Maria, sąsiadka babci, która zaprosiła ją na ciasto nie zrobiła to z żalu do babci, tylko, aby babcia Lusia znalazła kolejny trop! Starsza pani krzyknęła do pani Marii i powiedziała, że jednak przyjdzie. Kiedy weszły do domu babcia usiadła przy stole.

- Proszę, sama piekłam. - poczęstowała babcię sąsiadka.

Starsza pani spróbowała...

Sorki dokończe później te opowiadanie bo mam lekcje online.

PS. kończe o 9:30

Mam nadzieję, że jak na razie pomogłam, dalsza część będzie po mojej lekcji ;]